środa, 11 marca 2015

.6.

Daniel miał duży piętrowy dom w najbogatszej dzielnicy miasta. Weronika była zachwycona, choć starała się tego nie okazywać. Był koloru beżowego z ciemnym dachem. Posesja na której się znajdował także zapierała dech w piersiach, udało jej się zauważyć basen, który znajdował się na tyłach. Wjechali do garażu i Daniel spojrzał na nią.
  • Jak pierwsze wrażenie?
  • W porządku. - mruknęła.
Daniel przewrócił oczami zirytowany. Wysiadł z auta trzaskając drzwiami, czym obudził Amelię. Zaklął pod nosem. Przed nim czekała długa nauka. Chciał otworzyć drzwi przed Weroniką, ale ona już stała przy tylnych drzwiach i wyciągała dziewczynkę z siodełka. Przytuliła ją do piersi i mruczała jakieś uspokajające słowa.
  • Przepraszam, chodź pokaże wam pokój. - mruknął i ruszył naprzód.
Gdy wyszli z garażu znaleźli się w wielkim salonie połączonym z kuchnią. Pomieszczenie urządzone było w nowoczesnym stylu. Pośrodku stały dwie czarne, skórzane sofy, między nimi niski szklany stoliczek. Na przeciwko w ścianie wbudowany był kominek gazowy, a nad nim wisiał ogromny telewizor. Było pięknie, lecz jakoś zimno i bezosobowo.
  • Tam jest łazienka. - pokazał w stronę drzwi przy schodach.
Skierował się na piętro. Otworzył pierwsze drzwi.
  • To jest pierwszy i największy pokój gościnny. Możecie go sobie urządzić, jak chcecie. - powiedział wpuszczając Weronikę do pokoju. - Moja sypialnia jest obok, łazienka jest naprzeciwko waszego pokoju. Resztę pokaże ci później.
Wera rozejrzała się po pokoju. Urządzony był w złotych barwach. Pośrodku stało duże małżeńskie łóżko. Światło w dzień zapewniało ogromne okno na połowę ściany. Przy oknie stała otomana. Oczami wyobraźni Weronika widziała na niej siebie z książką. Jej obserwacje przerwał głos Daniela.
  • Dacie radę dzisiaj spać w jednym łóżku?
  • Oczywiście. - odpowiedziała spoglądając na córeczkę śpiącą w jej ramionach. - Najczęściej śpimy razem.
  • Jutro możemy wybrać się na zakupy dla małej. Jakieś łóżeczko i inne pierdoły.
  • Dobrze.
Daniel stał przez chwilę nie wiedząc, co powiedzieć, wreszcie zirytowany przeczesał palcami swoje włosy i wyszedł bez słowa.
Weronika położyła Amelie pośrodku wielkiego łoża, sama przysiadła na jego brzegu i obserwowała śpiącą córeczkę. W jej dużych zielonych oczach zaczęły się zbierać łzy. Żałowała, że wróciła. Ich ponowne spotkanie nie przebiegło tak, jak sobie wymarzyła. Nawet nie powiedział, że tęsknił, tylko od razu zagroził, że odbierze jej dziecko. Może jeszcze parę miesięcy i zdołałaby o nim zapomnieć... Wyobrażała sobie inaczej swój powrót. Po nocach marzyła, że on chociaż troszkę za nią tęsknił. Chciała, żeby wziął ją w ramiona. Chciała, żeby ktoś ją pokochał.
Zeszła do salonu, musiała z nim porozmawiać. Siedział na jednej z sof i bezmyślnie wpatrywał się w wielkie drzwi balkonowe. Jego widok dalej wywoływał u niej dreszcze podniecenia. Jego zapach ją odurzał.
  • Daniel, możemy porozmawiać? - jej głos był cichszy od szeptu.
  • O czym? - zapytał szorstko.
  • Nie wiem, jak ty sobie to wszystko wyobrażasz... O co ci chodzi? Czego chcesz ode mnie?
  • Nie wiem. - warknął. - Wiem tylko tyle, że zabrałaś mi córkę! Dopiero to do mnie zaczyna docierać, więc lepiej zejdź mi z oczu.
  • Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że wcale nie chcę tu być. - wyszeptała.
Zerwał się gwałtownie z sofy i podszedł do niej. Ze strachu serce podeszło jej do gardła, cofnęła się parę kroków.
  • Nie zrobię ci krzywdy, chociaż mam wielką ochotę skręcić ci kark. Postaram się jednak opanować. Musisz tu zostać, muszę poznać moją córkę, zobaczymy co będzie dalej. Jeśli wykręcisz jakiś numer zabiorę ci ją. Wygram w sądzie, jestem tego pewien.
Zbliżał się do niej powoli, jak drapieżnik do swojej ofiary. Małymi krokami cofała się, aż natrafiła na ścianę. Rękami zablokował jej drogę ucieczki. Była w pułapce.
  • Wszystkie jesteście takie same. - wyszeptał złowrogo. - Jedna zdradzi cię z najlepszym przyjacielem, a druga ukryje twoje dziecko.
  • Proszę... - jej głos był ledwie słyszalny od tłumionych emocji. - Nie rób mi krzywdy...
Odsunął się od niej. Stała z opuszczoną głową, a jej drobne, choć bardzo apetyczne ciało drżało. Westchnął głośno i wyszedł do ogrodu. Weronika szybko wbiegła na piętro do pokoju, który jej przeznaczył i osunęła się na ziemie po drzwiach. Ukryła twarz w dłoniach, a z jej gardła wyrwał się tłumiony szloch.
Gdy Daniel ochłonął i wrócił do domu nie miał pojęcia co robić. W jednej chwili chciał ją udusić, by w następnej całować do nieprzytomności. Emocje, które w nim wyzwalała napawały go zdumieniem.
Następnego dnia Weronikę przebudził jakiś ruch w pokoju. Nieprzytomnie obróciła się na drugi bok i zobaczyła, że Daniel siedzi na łóżku i z miłością przygląda się małej Amelce.
  • Mama mama mama mama. - Dziewczynka zauważyła, że jej mama się obudziła i domagała się śniadania.
  • Jest głodna. - stwierdziła Wera biorąc ją na ręce i wyczekująco patrząc na Daniela.
  • Nigdzie się nie ruszam. - powiedział z tym swoim ironicznym uśmiechem.
Weronika była zawstydzona, ale mała Amelia nic sobie nie robiła z widowni, szarpnęła za bluzkę od piżamy mamy i wydostała jedną, pełną pierś, wtuliła się i zaczęła łapczywie ssać.
Daniel gwałtownie wciągnął powietrze. Przyglądał się pożądliwie. Ogarnęło go dziwne uczucie. Zazdrościł swojej własnej córce. Podniósł wzrok z kuszących piersi na twarz swojej byłej. Siedziała z przymkniętymi oczami, zawstydzona zagryzała dolną wargę. Była taka piękna, dziwił się, że nie widział tego wcześniej. Taka delikatna, niewinna, a on ją zniszczył. Wyznała mu kiedyś miłość, ciekawy był, czy nadal coś do niego czuje. Pogłaskał ją delikatnie po policzku, drgnęła i otworzyła swoje piękne zielone oczy spoglądając wprost na niego. Nie wiedzieli ile trwała ta chwila. Po prostu siedzieli i wpatrywali się w siebie.
  • Czego ode mnie chcesz? - wyszeptała.
  • Chcę wiedzieć, czy coś jeszcze do mnie czujesz.
Przetrzymała jego wzrok. Stoczyła krótką walkę w myślach. Nic z tego nie będzie, pomyślała. Nie pozwolę mu znów się zranić. Miała świadomość, że on nigdy jej nie pokocha.
  • Nie. - odpowiedziała mocnym głosem. - To była pomyłka.
  • Myślisz, że mogłabyś mnie znowu pokochać? - zapytał stłumionym głosem.
  • Mam nadzieję, że nie. Potraktowałeś mnie okropnie. Nigdy ci nie zaufam, nie chcę nawet na ciebie patrzeć. Wykorzystałeś młodą, naiwną dziewczynę, nawet się nie zabezpieczyłeś i zostałam z dzieckiem.
  • Ze swojej winy zostałaś z nią sama.
  • Ty zamknąłeś mi drogę powrotu. Powiedziałeś, że byłam ci potrzebna tylko na chwilę.
  • Ale teraz jednak wróciłaś. - powiedział marszcząc brwi.
  • Tak. - westchnęła boleśnie. - Zrobiłam to dla Amelki. Powinna mieć oboje rodziców. Ja nie miałam i zobacz jak skończyłam.
  • Chciałbym, żebyś mi kiedyś o nich opowiedziała.
  • A opowiesz mi o Ance?
  • To nie twój zasrany interes.
Zaśmiała się. Amelia przyglądała im się z ciekawością, co chwilę się uśmiechając. Wzięła małą na ręce i wyszła z pokoju. Oczywiście skłamała mówiąc mu, że go nie kocha. Chociaż nie wiadomo, jak mocno się starała, nie potrafiła o nim zapomnieć. Serce bolało ją na każdą małą myśl o nim. Wracając tutaj postanowiła, że się nie przyzna. Nie może mu dać się ponownie wykorzystać. To by ją zabiło. Teraz najważniejsza była Amelia. Dla niej musiała się trzymać, każdego dnia staczała walkę ze sobą, żeby tylko wstać z łóżka i jakoś funkcjonować. Ta miłość była wyniszczająca.
Ubierając się w swojej sypialni Daniel zastanawiał się na rozmową z Weroniką. Mówiła, że go kocha. Może to była tylko taka reakcja na seks. Dawno stwierdził, że kobiety to niewierne stworzenia. Może on sam zniszczył to uczucie.

wtorek, 24 lutego 2015

.5.

Zamarł. Przypomniał sobie, jak zawsze kuliła się gdy krzyczał. Jak osunęła się po ziemi przerażona. Już wczoraj dała mu do zrozumienia, że ktoś ją skrzywdził, ale nie domyślił się, że aż na taką skale, że to jej własny ojciec. Człowiek, który powinien ją kochać. A teraz on... Pogłaskał jedną z blizn i wyszedł. Stał przez chwilę przed drzwiami niepewny, co zrobić. Usłyszał głośny płacz i poczuł, jak jego własne serce rozpada się na kawałki. Możliwe, że zaprzepaścił szansę na szczęście ze strachu. Wiedział, że nie może wejść z powrotem, że go nie wysłucha, ani nie uwierzy. Odszedł.






DWA LATA PÓŹNIEJ




Weronika stała z wózeczkiem przed wejściem do restauracji. Spojrzała na swoją śpiącą córeczkę, powinna poznać ojca. Przecież nie był złym człowiekiem, po prostu jej nie chciał, nie powinna karać Amelii za swoje niespełnione nadzieje. Przełknęła ślinę i weszła.
Przy barze stała Jolka, po paru sekundach rozpoznała ją.
  • Wera! Jak ty się zmieniłaś! - krzyknęła. - Brakowało nam tu ciebie.
  • Cześć, Jolka. Co tam słychać? - próbowała udawać niewzruszoną, wyluzowaną.
  • A nic, stara bieda. - zaśmiała się. - Ale proszę, proszę. U ciebie widzę wielkie zmiany. Dziecko sobie zrobiłaś?
  • Jak widać. - uśmiechnęła się z przymusem. - Jest Daniel?
  • Jest. Zaraz go zawołam.
I zniknęła za drzwiami prowadzącymi do kuchni. Weronika czuła, jak pocą się jej ręce. Odstawiła na bok wózeczek i wzięła Amelię na ręce. Mała miała służyć za bufor między nimi. Powstrzymać ją, żeby nie rzuciła się przed nim na kolana. Po dwóch latach dalej jej serce szybciej zaczynało bić na samą myśl o nim.
Obserwował ją przez chwilę. Jej sylwetka nabrała kształtów. Skutek widział na jej rękach. Czarne włoski pokrywał główkę, a ciemnobrązowe oczka spoglądały na niego zaciekawione. Poczuł się, jakby dostał obuchem w łeb.
  • Przejdźmy do gabinetu. - wyjąkał, a Weronika drgnęła.
Odwróciła się do niego i skinęła. Zauważył cierpienie w jej oczach, gdy ich spojrzenia się spotkały.
Szukał jej jeszcze przez parę miesięcy, od jej sąsiadów dowiedział się, że wyjechała tydzień po ich ostatnim spotkaniu. Sprzedała mieszkanie i rozpłynęła się w powietrzu. Nie było dnia żeby o niej nie pomyślał chociaż przez chwilę. Po miesiącu wiedział już, że popełnił największy błąd w życiu. Mógł zawrócić wtedy do jej mieszkania. Przeprosić i błagać, by go przyjęła. Bał się, że już jest za późno. Uwiódł ją i obraził. Skradł niewinność i podle się z nią obszedł.
  • Gdzie byłaś? - zapytał od razu, gdy weszli do gabinetu.
  • Tydzień po naszym ostatnim spotkaniu... - odwróciła od niego wzrok, czerwieniąc się. - Postanowiłam wyjechać do dalekiej ciotki na urlop. Po paru miesiącach zauważyłam, że... Że jestem w ciąży... Byłam zagubiona, postanowiłam, że zostanę do rozwiązania... Później... Miałam ciężki poród, przez jakiś czas byłam osłabiona i... bałam się wrócić.
  • Ona jest moja? - zapytał, czując, jak narasta w nim wściekłość.
  • Jak śmiesz?! Myślisz, że skoro nie udało mi się z mężczyzną, któremu pierwszemu się oddałam to zaczęłam skakać z kwiatka na kwiatek?!
Rozpoczynająca się kłótnie przerwała Amelia, która zaczęła delikatnie szarpać swoją mamę za włosy domagając się uwagi. Gdy Weronika syknęła cicho, mała roześmiała się na całe gardełko, zwracając na siebie uwagę Daniela. Wiedział, że jest jego od momentu, gdy tylko na nią spojrzał. Była jego małą kopią. Czuł jednocześnie radość, strach i wściekłość. Był wściekły na Weronikę, że pozbawiła go roku życia swojej córeczki.
  • Masz dwa wyjścia. - wycedził przez zęby. - Albo wprowadzasz się z małą do mnie, albo spotykamy się w sądzie. Wybieraj.
Strach chwycił ją za gardło. Wiedziała, że w sądzie nie wygra. Daniel miał fundusze, mógł wynająć najlepszego prawnika w mieście. Musiała się zgodzić na jego pierwszą propozycje. Ale... Jak miała to zrobić? Jak mogła mieszkać razem z nim, obserwując i wiedząc, że on nigdy nie będzie jej... Że nawet jeśli on dla Amelki chciał spróbować, to ona nigdy nie będzie wstanie mu zaufać. Raz już odrzucił jej miłość, cierpiała tak bardzo, że nie potrafiła cieszyć się z nowego życia, które wyczuwała w sobie.
Widział emocje grające na jej zmęczonej twarzy. Strach, ból, a w końcu zrezygnowanie. Nie dał jej wyboru. Wiedział, że zgodzi się na przeprowadzkę. Mimo złości, jaką do niej czuł, chciał ją mieć przy sobie. Pragnął się przekonać, czy mają jeszcze szansę.
  • Nigdy ci tego nie wybaczę. - wyszeptała, a on nie do końca był przekonany, o które świństwo jej chodzi.
  • Wybaczysz. - powiedział z pewnym siebie uśmieszkiem. - A teraz, czy możesz mi przedstawić moją córkę?
  • Amelio. - zwróciła się do córeczki. - To jest twój tatuś, Daniel. Pamiętasz, kochanie? Opowiadałam ci.
Amelia w odpowiedzi uśmiechnęła się słodko i wyciągnęła pulchne rączki w stronę Daniela. Patrzył na nią, jak zaczarowany. Odebrał ją z rąk Weroniki i widać było, jak mała w momencie zawojowała sercem tatusia. Miłość od pierwszego wejrzenia. Wera próbowała stłumić łzy wzruszenia. Jej nikt tak nie kochał. Nigdy. Jej własny ojciec nie miał w oczach tyle uczucia, takiej czci. Obwiniał ją za postępek matki, która uciekła z kochankiem, gdy Weronika miała trzy lata. Rozpił się i bił ją, wyzywał, znęcał się psychicznie. Samotna łza spłynęła jej po policzku. Miała nadzieję, że Daniel nie zauważył, ale niestety, znów go nie doceniła.
Daniel zostawił w restauracji swojego zastępce, a sami pojechali do hotelu, w którym zatrzymała się Weronika z córką, po ich rzeczy.
  • Twoje mieszkanko sprzedałaś? - zapytał, gdy wynosili rzeczy z pokoju.
  • Tak. Nie chciałam już tam mieszkać.
  • Powiedz mi... - przystanął i spojrzał jej głęboko w oczy. - Dlaczego wróciłaś?
  • Moja ciocia, ta u której byłam, zmarła miesiąc temu. Uzmysłowiłam sobie, że jestem sama na tym świecie, a Amelka ma tylko mnie. Chciałam, żeby cię poznała, jeśli coś by mi się stało... Wiem, że się nią zaopiekujesz...
  • Gdyby nie umarła, to byś tu nie przyjechała?
  • Przyjechałabym... Chciałam zadzwonić do ciebie milion razy, ale co miałam ci powiedzieć? Cześć Daniel. Pamiętasz, jak miałeś wielką chętkę i rzuciłeś się na pierwszą lepszą? No, w każdym razie, zapomniałeś się zabezpieczyć i masz córkę, wszystkiego najlepszego.
Nic nie odpowiedział. Miała racje. Nie tylko ona była winna w tej sytuacji. Gdyby inaczej się z nią obszedł, wiedziałaby, że może na niego liczyć.

wtorek, 30 grudnia 2014

.4.

Do otwarcia restauracji była jeszcze godzina, a on miotał się po swoim gabinecie w furii. Był wściekły na siebie, za swoją reakcje i na nią, za jej głupie pytanie. Znowu ją poniżył i dodatkowo śmiertelnie wystraszył. Widział w jej oczach przerażenie. A przecież nie to chciał widzieć. Chciał widzieć w jej oczach uległość, pożądanie...
Gdy Weronika doszła do siebie, była rozgoryczona. Pierwszy raz pokochała i okazało się to błędem. Nie ja pierwsza, pomyślała. Podniosła się z podłogi i postanowiła: odchodzę. To nie mogłoby się dobrze skończyć, gdybym tu została. Stanęła przed drzwiami gabinetu i zapukała, czekała chwilę, aż otworzył jej drzwi. Starała się wyglądać dumnie, ale wiedziała, że to bez sensu, zapłakana, cała potargana.
  • Chcę ci powiedzieć, że odchodzę. - powiedziała na jednym wdechu. Przez chwilę przyglądał się jej tajemniczo.
  • Nie możesz teraz, jutro wyjeżdżamy na szkolenie czternastodniowe. Swoją drogą i tak obowiązuje cie dwutygodniowe wypowiedzenie.
  • Nic nie wiem o żadnym szkoleniu. Nie powiedziałeś mi o nim.
  • Możliwe... Znasz mnie, czasem o czymś zapomnę. - mrugnął do niej.
  • Chcesz mnie wyszkolić, a później pozwolisz mi odejść, tak?
  • Może zmienisz zdanie, może nie będziesz chciała odchodzić.
  • Wątpię. Ale dzisiaj jadę do domu, skoro muszę się spakować na dwa tygodnie. - powiedziała i wyszła.
Daniel dosłownie rzucił się na laptopa. Wyszukał w internecie jakieś kompleksowe szkolenie dla restauracji i przelał pieniądze na konto, zgrzytając zębami, że te bzdury są tak drogie. Złapał się za głowę i pomyślał, że zwariował. Przez tą babę wydał cztery tysiące. Zastanawiał się, co mu odwaliło z tym szkoleniem. Teraz musi zamknąć restauracje na dwa tygodnie. Oszalał. Ale przypomniał sobie ten strach, gdy powiedziała, że odchodzi.
  • Chodzi tylko o seks. - mruknął do siebie. - Po prostu chcę ją przelecieć. Tylko tyle. Nic więcej.
Nawet dla niego samego zabrzmiało to nieszczerze.
Weronikę obudziło pukanie do drzwi. Zerwała się z łóżka i pobiegła otworzyć. Przed nią stał Daniel, zastanawiała się, jak to możliwe, że jest piękniejszy niż wczoraj. Złość na niego już dawno wyparowała, chyba mogłaby mu wszystko wybaczyć. Przegrała z nim walkę o swoje serce. Zdobył je, choć w ogóle się o nie nie starał. Westchnęła i wpuściła go do środka.
  • Chyba zaspałam. - mruknęła chcąc rozładować napiętą atmosferę,
  • Przyjechałem wcześniej. - odpowiedział. - Ubierz się, a ja zrobię kawy, chyba, że chcesz porobić coś innego.
Uśmiechnął się do niej znacząco, powiódł spojrzeniem po jej ciele okrytym jedynie cienką koszulką. Przełknęła głośno ślinę.
  • Nie chcę. - szepnęła. - Idź do kuchni
Wskazała mu kierunek a sama zamknęła się w swoim pokoju. Oparła się o drzwi i parę razy odetchnęła głęboko. Dreszcz ją przeszedł, gdy jej spojrzenie padło na łóżko. Nieznane emocję budziły się w jej ciele. Chciała go zawołać, jej zdradzieckie ciało całe tego pragnęło, ale rozum mówił nie. Zabawi się i cię zostawi. Nie zależy mu na tobie. On chcę twojego ciała.
Daniel krzątał się po jej kuchni, małej, ale przyjemnie urządzonej. Całą noc o niej myślał. Leżał w swoim ogromnym łóżku, samotny, a jego myśli krążyły wokół tej drobnej tygrysicy, przed oczami miał wyobrażenie jej nagiego, giętkiego ciała, wijącego się pod nim. Jego męskość bolała go tak bardzo, że aż pogryzł poduszkę. Mógł zadzwonić do jednej ze swoich znajomych, ale wiedział, że to nic by mu nie pomogło. Nie chciał innych, chciał tylko jej. Teraz wiedział, że jest za ścianą, możliwe, że nawet naga... Skupił się na robieniu kawy, byle tylko o niej nie myśleć. Mógł przysiąc, że byłby zdolny rozwalić ścianę, żeby tylko ją dostać,
Gdy weszła do kuchni, Daniel siedział już przy stole, przy dwóch kubkach aromatycznej, parującej kawy. Był tak zamyślony, że nawet nie zauważył kiedy weszła. Usiadła naprzeciwko niego i przyciągnęła do siebie kubek. W końcu jego wzrok spoczął na niej. W mgnieniu oka wstał od stołu porwał ją na ręce i bez żadnego uprzedzenia zaczął całować. Był to brutalny pocałunek, chciał ją pokonać, zmusić do uległości. Weronika jednak nie była na to gotowa, zaczęła go odpychać, na co on zaczynał ją całować namiętniej. Z jej gardła wydarł się jęk przyzwolenia, przesunęła ręce na jego szyję, dociskając go do siebie mocniej. Nie odczuwała strachu, gdy niósł ją do pokoju. Postawił ją na ziemi i zaczął zdejmować jej ubranie. Gdy została w samej bieliźnie pchnął ją delikatnie na łóżko. Pochylił się nad nią sycąc oczy widokiem jej skrytych krągłości. Palcem dotknął guziczka na czubku piersi, na co ona zadrżała. Ustami musnął go przez tkaninę. Fala gorąca zalała całe jej ciało. Obserwował jej reakcje i wydawał się zadowolony z siebie. Pocałował ją, z czułością dorównywającej poprzedniej brutalności. Roztapiała się pod jego dotykiem, z każdą chwilą chciała więcej. Zniknęły gdzieś jej wszystkie wątpliwości. Był tylko on. Przestała myśleć o przyszłości, chciała tego, kochała go, więc, chociaż przez chwilę chciała z nim być.
Jego ręce przesuwały się coraz śmielej po jej ciele. Pieściły drobne, kształtne piersi, każdej poświęcał tyle samo uwagi. Weronika drżała pod jego dotykiem, jak liść na wietrze. W końcu szarpnięciem pozbył się bielizny, leżała przed nim naga. Patrząc na nią, zaczął się rozbierać, a ona obserwowała go bez mrugnięcia okiem. Położył się na niej, przygniatając ją do łóżka. Strach powrócił.
  • Nie... Danielu... Nie...
  • Tak... Pozwól mi... - zaczął ją znowu ją całować, aż poczuł, że pod nim topnieje.
Wsunęła mu palce we włosy i mocniej przyciągnęła do siebie. W pewnym momencie poczuła jego dłoń między udami, w miejscu, gdzie jeszcze nikt jej nie dotykał, chciała mu o tym powiedzieć, ale słowa ugrzęzły jej w gardle pod wpływem zmysłowej pieszczoty, poruszał palcami coraz szybciej, ustami zagarnął jedną z brodawek, to ssąc, to przygryzając. Coś w niej pękło. Krzyknęła głośno, przyciągając go do siebie. Dał jej chwilę na ochłonięcie. Po paru minutach poczuła jego członek miejscu, gdzie wcześniej dotykały ją jego palce.
  • Zaczekaj... - szepnęła.
  • Nie mogę już dłużej. - wydusił i wdarł się w nią jednym mocnym pchnięciem.
Krzyknęła z bólu. Znieruchomiał i spojrzał na nią. Obserwował dwie łzy spływające z jej oczu. Nie dowierzał. Była dziewicą. Czuł, że jest niedoświadczona, ale sądził... Był przekonany, że ten pierwszy raz miała już za sobą.
  • Czemu mi nie powiedziałaś? - zapytał ocierając policzkiem jej łzy.
  • Chciałam, przed chwilą... - odpowiedziała i poruszyła delikatnie biodrami.
Zaczął się w niej poruszać. Westchnęła. Powoli zaczął przyśpieszać, pchnięcia stawały się coraz dłuższe i mocniejsze, z jej ust wydzierały się najpiękniejsze dźwięki, jakie kiedykolwiek słyszał. Uniosła biodra, jakby chciała mu wyjść naprzeciw, poruszali się coraz szybciej, przywarł ustami do jej piersi, spowolnił swoje ruchy, aż w końcu pchnął mocno i poczuł, jak cała napięła się wokół niego, a jej drobnym ciałkiem zaczęły wstrząsać dreszcze. Poruszył się jeszcze parę razy, krzyknął głośno i osunął się na nią.
Leżała przytulona do jego piersi. Miłość wypełniła ją całą. Czuła się tak szczęśliwa, jak nigdy w życiu. Słyszała jego głęboki oddech i wiedziała, że mogłaby tak leżeć z nim do końca życia.
Daniel był przerażony, nigdy nie czuł czegoś podobnego. Spojrzał na głowę leżącą na jego piersi. Jej włosy rozsypały się po jego klatce. Musiał coś zrobić, wiedział do czego to doprowadzi. Nie mógł znowu się zakochać. Oddać serce jakiejś kobiecie to jak wydać na siebie wyrok.
  • No... - zaczął i poczuł się jak ostatni drań. - Nie musimy jechać na to szkolenie. Chciałem cię zabrać gdzieś dalej, żeby łatwiej było cię wziąć do łóżka, ale sama mi tu wskoczyłaś.
Odsunęła się od niego gwałtownie. Nagle nagość, która jeszcze przed chwilą wydawała się cudowna, napawała ją wstrętem. Spojrzała na niego mając nadzieję, że to tylko taki okrutny żart, ale jego twarz była jak kamienna maska. Tylko w oczach przez ułamek sekundy coś mignęło. Trwało to jednak za szybko, żeby mogła to nazwać.
  • Co ty mówisz? - wyszeptała bliska płaczu. - Daniel...
  • Koteczku, chodziło mi tylko o twoje ciałko, trochę małe, ale się nadało. - uśmiechnął się sztucznie, ale ona tego nie zauważyła, nic już nie widziała, ponieważ jej oczy były pełne łez.
  • Ale ja cię kocham...
  • Kochanie... - zaśmiał się, choć sam był bliski płaczu. - Masz dwadzieścia trzy lata. Nie wiesz, co to miłość.
Wstał i zaczął się ubierać. Weronika ukryła twarz w poduszce, jej ciałem wstrząsały dreszcze, tak odmienne, od poprzednich. Spojrzał na jej plecy i zobaczył parę dużych blizn. Pochylił się i dotknął jednej z nich.
  • Co... - zaczął, ale nie był wstanie dokończyć.
  • Wiem co to miłość, jak widzisz, zostawia tylko blizny... Ty też parę zostawiłeś... Odejdź już...
  • To twój były ci to zrobił?
  • Nie... - odetchnęła. - Ojciec.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

.3.

Weronika była przerażona. Obściskiwała się z własnym szefem przed swoim blokiem na masce samochodu! Rozejrzała się nerwowo, nikogo w zasięgu wzroku, było ciemno, a jej sąsiadami w większości to byli staruszkowie. Boże, prawie mu się tu oddała! Dotknęła ręką swoich ust, były nabrzmiałe i obolałe. Nigdy czegoś takiego nie przeżyła, co tu dużo ukrywać, była jeszcze dziewicą, całowała się z chłopakami, ale nigdy nie aż tak. Tamto to były niewinne całuski, ale tu, pożądanie było namacalne. Jak zwierzęta rzucające się na kawałek mięsa.
  • Próbujesz zapracować na podwyżkę? - zapytał, gdy oddech mu się uspokoił. - No, no. Dobra z ciebie kocica, ale może zaprosisz mnie do środka? Czy wolisz tutaj?
Weronika poczuła się jakby ktoś ją kopnął w brzuch. Zepsuł to. Zepsuł jej najpiękniejsze wspomnienie. Przed sekundą czuła się piękna i pożądana, a teraz miała wrażenie, że jest zwykłą ladacznicą. Oczy zaszły jej łzami.
  • Ja... To ty mnie pocałowałeś. - wyszeptała.
  • Owszem, ale ty się na mnie rzuciłaś, jak wygłodniała lwica. - zaśmiał się pogardliwie.
  • Jesteś podły... - łzy spłynęły po policzkach,. - Jesteś draniem.
  • Wera...
Ton jego głosu się zmienił. Wyciągnął rękę, jakby chciał ją złapać, ale ona tylko potrząsnęła głową i uciekła. Patrzył, jak wbiegła do klatki, po chwili na pierwszym piętrze zapaliło się światło. Jakaś drobna sylwetka usiadła przy oknie i ukryła twarz w dłoniach. Zacisnął pięść i uderzył w drzewo, które stało obok. Był idiotą, przed chwilą miał w ramionach najsłodszy ciężar. Całował najwspanialsze usta. Wdychał cudowny zapach i ze strachu, żeby ona nie odkryła jaką ma nad nim władzę palnął najgorsze świństwo, jakie w tamtej chwili mu przyszło do głowy. Wsiadł do samochodu, chwilę jeszcze powyzywał na siebie w myślach i rzucając ostatnie spojrzenie w jej okno odjechał.
Obudziła się wcześnie rano, pomimo wczorajszego zmęczenia nie mogła zasnąć. Pół nocy odtwarzała chwilę z Danielem. Miał racje, zachowała się jak dziwka. On ją tylko pocałował, a ona dociskała go do siebie, szarpała, jęczała. O boże... Ukryła twarz w poduszce i znowu zalała się łzami. Chciała nie iść do pracy, zaszyć się w swoim małym mieszkanku i nigdy nie wychodzić. Niestety, musiała pracować. Zebrała się w końcu z łóżka, wykonała poranną toaletę. W lustrze zauważyła otarcia na szyi od jego zarostu, przeszedł ją dreszcz i od razu poczuła do siebie obrzydzenie. Wygłodniała lwica... Potrząsnęła głową i zaczęła się ubierać.
Był koniec września. Pogoda całkowicie odpowiadała jej emocjom. Padało, było zimno i nieprzyjemnie. Wychodząc z klatki od razu go zauważyła. Przystanęła niepewna co zrobić, ale gdy tylko on wysiadł z auta ruszyła w stronę przystanku autobusowego. Szła szybkim krokiem, prawie biegła, ale on był uparty i szybko ją złapał. Odwrócił ją w swoją stronę i przyglądał się. Starała się nie myśleć co on widzi. Podkrążone i czerwone oczy. Na pierwszy rzut oka widać, że mało spała, a większość nocy przepłakała. Jego wzrok powędrował na szyje i Weronika od razu poczerwieniała. To jest dowód, że on też się na nią rzucił. Dotknął delikatnie otarcia. Spojrzał jej w oczy. Parę razy otwierał usta żeby coś powiedzieć, ale za każdym razem je zamykał. W końcu przyciągnął ją do siebie i zamknął w mocnym uścisku. Oparł brodę o jej głowę i tak stali przez jakiś czas. Nie zwracał uwagi na deszcz, a ona stała niepewna, co zrobić. Było jej dobrze w jego ramionach, mogłaby tak stać nawet i tydzień, ale przypomniała sobie, jak ją wczoraj potraktował.
  • Puść mnie. - odezwała się po pewnym czasie.
  • Przepraszam cię, aniołku.
Roztopiła się od dźwięku jego głosu i od pieszczotliwego słówka.
  • Jesteś taka młodziutka. Niedoświadczona, a ja... stary dupek... Przepraszam cię... - pochylił się i pocałował ją w czoło. Znów poczuła łzy pod powiekami, wzruszenie chwyciło ją za gardło. Nikt nigdy nie był dla niej taki czuły. Miała wrażenie, że tego nie zniesie.
  • Puść mnie, proszę. - wyszeptała przez zdławione gardło.
  • Weroniko, naprawdę głupio się zachowałem, wybaczysz mi? - zapytał, wypuszczając ją z uścisku.
  • Tak...
  • Nie mogę patrzeć na twoje łzy... - mruknął i otarł łzy z policzków. - Chodź, zawiozę cię.
  • Skąd pan wiedział o której wychodzę? - zapytała, gdy wsiedli do samochodu.
  • Sprawdziłem rozkłady autobusów. - odpowiedział. - Mów mi Daniel. W naszej sytuacji głupio, żebyś zwracała się do mnie per pan.
Zaśmiał się próbując rozładować sytuację.
  • Chciałabym, żeby wczorajsza sytuacja więcej się nie powtórzyła. - powiedziała odwracając od niego wzrok. - Dlatego muszę się zdystansować.
  • To się więcej nie powtórzy, Weroniko. - powiedział tak zmysłowym szeptem, że aż krew w niej zawrzała.
  • Nie odzywaj się tak do mnie. - warknęła.
  • Ale jak, kochanie? - zamruczał.
  • Daniel! - krzyknęła. - Obiecałeś!
  • Właśnie o to mi chodziło, aniołku. - zaśmiał się zadowolony, a ona z nerwów aż zgrzytnęła zębami.
Jechali w całkowitej ciszy, on rozbawiony, ona wściekła. Co chwilę na nią spoglądał i coraz szerzej się uśmiechał. Jej obrażona minka i wydęte usteczka bardzo go śmieszyły. Nawet wściekła wyglądała cudownie. Już postanowił, będzie ją miał całą. Przez jedną noc, może dwie, będzie tylko jego. Zauważył, że bardziej kierowała się instynktem niż doświadczeniem. On ją nauczy. Musi opracować plan i przemyśleć go dokładnie. Poczuł, że jego spodnie zrobiły się ciaśniejsze niż zazwyczaj i z trudem przełknął ślinę. Jeszcze trochę.
W restauracji zjawili się pierwsi i dużo przed czasem. Gdyby jechała autobusem, byłaby dopiero w połowie drogi. Złość już jej przeszła. Nie mogła się na niego długo gniewać. Gdy tylko na niego spoglądała i widziała jego pełen zadowolenia z siebie uśmiech, miękły jej kolana. Jak to możliwe, że zakochała się w tym człowieku? Nie znała jego przeszłości. Jedyne co o nim wiedziała, to to, że jest kobieciarzem, został zraniony, jest gburem i nie liczy się z innymi. Gdzie tu powody do miłości? Jedynie to, że ktoś go skrzywdził, ale nawet nie znała szczegółów, dowiedziała się tego od Jolki, jednej z kelnerek. Był z jakąś kobietą dość długi czas, a ona go podobno zdradziła. Tylko tyle. Gdy byli już w szatni zebrała się na odwagę i zapytała.
  • Opowiesz mi o... o tej kobiecie? O Ani, tak? - zauważyła, jak uśmiech zszedł mu z twarzy i od razu pożałowała tego pytania.
  • A co ci daje prawo zadawać takie pytania?! Myślisz, że jesteśmy razem?! Zaczynasz planować ślub po jednym buziaczku?! Przykro mi mała, ale najpierw musisz ściągnąć swoje ubranko, zobaczymy co tam masz i wtedy postanowimy! - wykrzyczał i do niej doskoczył.
Skamieniała ze strachu i wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami. Gdy poruszył ręką skuliła się w oczekiwaniu na cios. Zamarł. Osunęła się po ścianie, głowę schowała w kolanach. Jej ciałem wstrząsały dreszcze.
  • Weronika... - odezwał się klękając przy niej. - Myślałaś, że chcę cię uderzyć?
Odpowiedziało mu tylko głośne pociągnięcie nosem.
  • Ktoś cię bił? - zapytał i zbladł, gdy usłyszał głośniejsze łkanie.
Nie wiedział, co zrobić, jak przeprosić, kolejny raz, więc wyszedł mocno trzaskając drzwiami.

niedziela, 28 grudnia 2014

.2.

Właściciel firmy, w której odbywało się szkolenie, zdecydował się na makaron. Daniel chodził wściekły i wyzywał, ponieważ, mężczyzna zadzwonił o godzinę za późno a wcześniej nie odbierał telefonów, Lidka się spóźniła, a Piotr, chłopak, który zajmował się dowozem, miał wyłączony telefon.
Wera starała się nie wchodzić mu w drogę i uwijała się najszybciej, jak potrafiła.
  • Lidka! - krzyknęła. - Naszykuj mi pięćdziesiąt styropianowych pojemników!
  • A gdzie są?
  • Lidka! Gdzie mają być? W magazynie. Leć szybko.
Przyszła po jakichś piętnastu minutach, leniwie zaczęła rozkładać pojemniki. Wera zaniosła na wydawkę durszlak z makaronem, postawiła na blacie i załamała ręce.
  • Lidka to są pojemniki na zupę! Zwariowałaś? - warknęła.
  • Przecież nie powiedziałaś mi o jakie ci chodzi. - jęknęła.
  • Boże, dziewczyno, myśl trochę, to nie boli, naprawdę.
Lidka ponownie poleciała na magazyn, a Wera zdejmowała pojemniki z blatu, nie dowierzając w głupotę stażystki.
  • Jesteś jednak głupia. - usłyszała śmiech za plecami. - Pojemniki na zupę do makaronu. Brawo! Gratuluję inteligencji. Po dzisiejszej nocce, cóż, pomyślałem sobie, że jednak coś z ciebie będzie, ale jak to się mówi, nie oceniaj dnia przed zachodem słońca.
  • Ja... Ale to nie ja...
  • Przestań się tłumaczyć – zaśmiał się. - To nic nie da...
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie na kuchnie weszła Lidka.
  • Jezu Wera, przepraszam. - odezwała się z głupim chichotem. - Moim zdaniem pojemniki na zupę bardziej się nadają do tych klusek.
Daniel przyglądał się Lidce, jak rozkłada nowe pojemniki, ponieważ bał się spojrzeć na inną kobietę, która stała w tym pomieszczeniu. Szybko uwinęły się z wydaniem, chwilę przed końcem na kuchnie wpadł Piotrek, który miał dostarczyć zamówienie. Wera odesłała Lidkę do domu, a sama jeszcze krzątała się po kuchni sprzątając i wyłączając sprzęty.
Trzy razy chciał coś do niej powiedzieć, może przeprosić, ale po dłuższym zastanowieniu zostawił tą sprawę niezałatwioną. Tak będzie lepiej. Zauważył, że ją do niego ciągnie. Ona jeszcze nie zdawała sobie sprawy, że jego też. Była młoda i najwyraźniej niedoświadczona. Niech go uważa za gbura i prostaka, ale gdy zauważył jej spuszczoną główkę i zwieszone drobne ramiona, całe postanowienie nie rozmawiania z nią poszło w cholerę.
  • Chodź, odwiozę cię do domu. - mruknął, odezwał się tak niespodziewanie, że aż drgnęła. Spojrzała na niego tymi pięknymi zranionymi oczami i już wiedział, że będzie ciężko trzymać się od niej z daleka.
  • Nie, dziękuję. - szepnęła i poszła do szatni się przebrać.
Była smutna i zraniona. Jak szybko ją ocenił! A gdy się okazało, że nie miał racji, nic nie powiedział, nie przeprosił. Czego się spodziewała? Wszyscy mężczyźni są tacy sami. Najpierw robią, później myślą. Nie powinna być zdziwiona. Jednak... Miała nadzieję, że pod tą szorstką powłoką kryje się wspaniały facet, wyjątek, ten jeden jedyny... STOP! To nie możliwe, żeby się w nim zakochać. Jest jej szefem, nawet na nią nie spojrzy, takich jak ona może mieć na pęczki.
Gdy wychodziła z pracy dopadło ją zmęczenie. Zawsze przychodziła pierwsza i wchodziła ostatnia. Taka praca. Pogasiła światła i zamknęła lokal. Na parkingu stał jeden samochód. Czarny nissan patrol. Samochód Daniela. Zatrzymała się, gdy wysiadł z auta i do niej podszedł.
  • Chodź, ledwo stoisz na nogach, zaśniesz w autobusie. - mruknął i pociągnął ją za rękę.
Wsadził ją do samochodu i pozapinał w pasy. Gdy znaleźli się twarzą w twarz, zatrzymał się. Palcem delikatnie pogłaskał ją po policzku, poczuła, jak przez jej ciało przechodzi prąd i rozpływa się gdzieś w dole brzucha. Wypuściła głośno powietrze i przymknęła oczy, modląc się żeby przestał i jednocześnie, żeby nie przestawał. Ale on odsunął się od niej. Zamknął drzwi, odetchnął parę razy i usiadł na siedzeniu kierowcy.
Nie zapytał, gdzie ją zawieź, więc na pewno musiał jeszcze raz przejrzeć dokumenty. Mieszkała na obrzeżu miasta, dość daleko od restauracji. Jej blok był ostatni w tamtej okolicy, dalej zaczynały się już domki, dojeżdżały tu tylko dwa autobusy, w dodatku o bardzo niedogodnych godzinach. Zawsze była w pracy godzinę wcześniej, bo gdyby pojechała późniejszym, to była by spóźniona i Daniel na pewno by ją zwolnił.
Spojrzała na niego, mocno zarysowana szczęka z delikatnym zarostem, zgrabny nos, może troszkę za duży, ale Weronice i tak się podobał. Oczy czujnie obserwowały drogę, włosy opadały na gładkie czoło. Wyczuł jej zainteresowanie i spojrzał na nią, zatopiła się w jego oczach, znów poczuła to przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele. Z jego twarzy nie mogła nic wyczytać, pozostała niewzruszona. Zadawała sobie pytania, czy chociaż trochę mu się podoba, czy czuje takie same emocje jak ona. Nie odważyła się zapytać, a on znów spojrzał na drogę i chwila minęła. Osunęła się na oparcie i przymknęła oczy.
Zatrzymał się przed jej blokiem. Zauważył już chwilę wcześniej, że zasnęła. Przez całą drogę zaciskał mocno palce na kierownicy, żeby tylko się na nią nie rzucić. Jej zapach doprowadzał go do obłędu. Ciekawość, jak smakują jej usta nie pozwalała się skupić na niczym innym. Były też inne myśli. Jak by to było mieć ją nagą w swoim łóżku. Czy była by chętna i uległa? Czy raczej sztywna, jak kłoda? Wysiadł z auta, podszedł od strony pasażera i otworzył drzwi. Nachylił się nad nią, wdychając delikatny zapach lilii, nie poruszyła się. Musi dać sobie z nią spokój! Przecież nawet nie była taka piękna, ale było w niej coś, co go do niej przyciągało. Musi przestać o niej myśleć. Ale najpierw musi ją pocałować. Musi, bo inaczej zwariuje z niewiedzy. Dotknął delikatnie ustami jej ust. Otworzyła oczy i wpatrywała się w niego nierozbudzona i zdezorientowana. Musnął jeszcze raz. Usłyszał jak wciąga szybko powietrze. Owinął sobie jej włosy wokół ręki, szarpnął niezbyt delikatnie i zawładnął jej ustami. Całowała nieumiejętnie, ale to go jeszcze bardziej rozpaliło. Nie sprzeciwiała się, otoczyła rękami jego szyje i z zapałem oddawała pocałunki. Drażnił jej kąciki ust, zmuszając żeby się dla niego otworzyły, westchnęła, a on wsunął język w jej usta. Wyciągnął ją z samochodu, dalej trzymając na rękach przycisnął do drzwi, ona zaplotła mu nogi na biodrach i mocno się w niego wtuliła. Zaatakował pocałunkami jej szyję i brodę, jęki jakie wydawała, były dla niego najsłodszą muzyką, poruszył konwulsyjnie biodrami, a z jej gardła wydarł się najpiękniejszy dźwięk na świecie. Otrzeźwiał. Odepchnął ją od siebie na długość ramienia i głośno dyszał.

sobota, 27 grudnia 2014

.1.

Weronika Maj miała przerwę w pracy. Rozsiadła się w szatni i masowała obolały kark. Była niewysoką, drobną brunetką o dużych zielonych oczach. Nie była pięknością, ale do brzydkich też nie należała. Piersi miała drobne, lecz krągłe, wcięcie w tali znaczące.
Pracowała jako pomocnica szefa kuchni, praca była ciężka, ponieważ jej szef był tyranem, zabójczo przystojnym tyranem.
Daniel Biernacki, po trzydziestce, wysoki. Kruczoczarne bujne włosy, ciemnobrązowe oczy, które momentami stawały się czarne, najczęściej gdy spoglądały na nią ze złością. Nieraz Weronikę przechodziły dreszcze od tego spojrzenia.
Oparła się wygodnie na krześle i przymknęła oczy. Dziś Daniel znowu chodził wściekły, Weronika dwa razy usłyszała groźbę wyrzucenia z pracy. Nic złego nie zrobiła, starała się, dawała z siebie wszystko, ale on tego nie widział.
  • Długo jeszcze będziesz się lenić? - drgnęła na dźwięk jego niskiego głosu.
  • Pozwolił mi pan iść na przerwę.
  • Teraz cię informuję, że przerwa skończona. Nikt ci nie będzie płacił za siedzenie. - obrzucił ją krytycznym spojrzeniem. - Została już tylko Lidka, razem wydacie prosiaka o drugiej. Ja jadę do domu, kuchnia ma być wysprzątana na błysk.
  • Zostawi nas pan? - zapytała patrząc na niego z niedowierzaniem.
Pracowała dopiero miesiąc, a dzisiaj odbywało się wesele na czterysta osób. Czy naprawdę zamierzał ją zostawić samą z dziewczyną, która odbywała staż i niezbyt dobrze sobie radziła? Znowu na niego spojrzała. Jedną brew miał lekko uniesioną, a na ustach kpiący uśmieszek, który jasno dawał do zrozumienia, że nie interesują go jej problemy. Sprawdzał ją. To miał być test, od tego zależało czy będzie miała pracę.
  • Dobrze, szefie. - powiedziała podnosząc się z krzesła.
  • Mam rozumieć, że wszystkiego dopilnujesz? - zapytał z tym swoim denerwującym uśmieszkiem. Miała ochotę podejść do niego i zmazać mu go z twarzy.
  • Tak. - mruknęła. - Jutro pan wszystko sprawdzi.
Przechodząc koło niego musiała wstrzymać powietrze. Zawsze gdy tylko znaleźli się tak blisko siebie, z nią działo się coś dziwnego, nie mogła się dobrze wysłowić, drżały i pociły się ręce. Był taki wysoki, że jej głowa znajdowała się na poziomie jego klatki piersiowej. Od jego zapachu kręciło jej się w głowie. Wymknęła się szybko z szatni i odetchnęła. Najgorsze było to, że on najprawdopodobniej zdawał sobie sprawę z tego co z nią robi.
Daniel wychodząc z restauracji miał przed oczami śliczną buźkę swojej pracownicy. Te wielkie zielone oczy prześladowały go od miesiąca, szukał pretekstu żeby ją zwolnić. Miał już kiedyś do czynienia z taką kobietą. Mała, drobna, niby nie może skrzywdzić, ale tamta złamała mu serce. Od tamtej pory kobiet używał wyłącznie dla własnych potrzeb. Jasno stawiał warunki. Większość kobiet się zgadzała i same czerpały przyjemność z takiego związku. Zdarzały się wyjątki, które mimo wszystko chciały czegoś więcej, wtedy szybko zrywał kontakt i rozglądał się za jakąś nową. Był z Anką trzy lata, myślał, że to coś prawdziwego, latał z nią jak zakochany szczeniak. Chciał jej dać wszystko, a ona go zdradziła. Zdeptała jego miłość, dumę i serce. Od tamtej pory nie zaufał już żadnej i nie zamierzał tego zmieniać, ale gdy spoglądał w te zielone oczy. Miał ochotę rzucić się na nią, zacałować i zamknąć w mocnym uścisku. Zdusił w ustach przekleństwo i wsiadł do auta.
Następnego ranka, gdy Daniel wszedł na kuchnie, z niezadowoleniem stwierdził, że jest posprzątane. Miał nadzieję, że tym razem Weronice podwinie się noga. Pozapalał światła i poszedł do szatni się przebrać.
Od razu rzuciła mu się w oczy postać śpiąca na ławie. Weronika. Podszedł do niej po cichu i sycił oczy jej widokiem. Leżała skulona, lewą rękę użyła jako poduszki, przykryta była czerwoną zapaską. Jej długie włosy zamiatały podłogę. Znów poczuł ten impuls by wziąć ją w ramiona i nigdy nie puścić.
  • Cholera jasna! - warknął wściekły na siebie, co obudziło dziewczynę. Zerwała się szybko do pozycji siedzącej.
  • Co? Co się stało? - pytała jeszcze nierozbudzona, wyglądała tak pięknie, że Daniel musiał zacisnąć pięści.
  • Co ty tu robisz?! - krzyknął na nią, a ona skuliła się.
  • Ja... Długo mi to zajęło... Skończyłam dopiero niedawno... Wiedziałam, że muszę przyjść na dziewiątą, nie było sensu, żebym wracała do domu... Nie chciałam zasypiać, tylko trochę odpocząć... Ale... - tłumaczyła się nerwowo, na co Daniel zmarszczył brwi, wcale nie chciał jej wystraszyć.
  • Musisz jechać do domu, nie będę miał dzisiaj z ciebie pożytku, dziewczyno.
  • Nie, nie. Proszę mi dać pięć minut. Zaraz doprowadzę się do porządku. Dziś niedziela, mamy tylko pięćdziesiąt dań na wywóz. Obiecuję, że dam radę.
  • A Lidka o której wyszła?
  • Zaraz po panu...
  • Co?! - krzyknął, a ona znowu drgnęła. - I nie zadzwoniłaś po mnie?! Postanowiłaś, że sama wydasz prosiaka na czterysta osób?! Rozum postradałaś?!
  • Proszę, niech pan na mnie nie krzyczy. Nic się nie stało, dwóch kelnerów mi pomogło. Nie chciałam pana denerwować telefonami po nocy. Chyba miał pan świadomość, że coś takiego może się zdarzyć. Lidka to młoda dziewczyna.
  • Jest w twoim wieku, chyba?
  • Lidka ma dwadzieścia dwa lata. Poza tym jest trochę rozpieszczona i nie zna życia. - odpowiedziała.
  • A ty masz ile?
  • Ma pan moje dokumenty na swoim biurku. To nie jest temat do rozmowy. Niech mi pan lepiej odpowie, co mam szykować, penne w sosie gorgonzola z kurczakiem, czy jednak zwykle filety?
  • Czekam na telefon od tego dupka, co zamawiał. Na pewno sos gorgonzola będzie potrzebny, ale najpierw zrób kawę i nie pyskuj. - i wyszedł z szatni.
Weronika stała przez chwilę w miejscu i zaciskała pięści. Ten człowiek doprowadzał ją do furii. Krzyczał na nią, po chwili był łagodny, jak baranek. Nie mogła nadążyć za jego humorami. W jednej chwili spoglądał na nią z jakimś uczuciem, a parę minut później jego oczy rzucały błyskawice, jakby dopuściła się jakiejś zbrodni. Wzruszyła ramionami, zawiązała zapaskę na biodrach i wyszła z szatni. Nie będzie o nim myślała. Nie będzie myślała o żadnym facecie, już dawno to sobie obiecała.

Obserwatorzy